Dyskusja dotycząca kryzysu w systemie opieki zdrowotnej związanego z wynagrodzeniami medyków skupia się na limitach płacowych, ograniczeniach administracyjnych dotyczących liczby przepracowanych godzin i innych środkach szybkiej reakcji, które są niczym innym jak doraźną reakcją przypominającą gaszenie pożaru. A w gruncie rzeczy obecna sytuacja to z punktu widzenia ekonomii podręcznikowy efekt zderzenia sztywnej podaży z rosnącym popytem. I dlatego diagnoza i w konsekwencji rozwiązania powinny skupić się na determinantach podaży i popytu na kadry medyczne. Spójrzmy zatem na tę sytuację chłodnym okiem ekonomisty, analizując mechanizmy podaży i popytu.
Potrzeby zdrowotne społeczeństwa nieubłaganie rosną i będą rosły m.in. ze względu na starzejące się społeczeństwo czy naszą coraz większą świadomość zdrowotną. Na dodatek popyt na usługi medyczne jest skumulowany w sektorze szpitalnym nie wykorzystując potencjału niższych poziomów piramidy leczenia. Szpitale i pozostałe podmioty medyczne – aby w ogóle funkcjonować i spełniać normy prawne – MUSZĄ zabezpieczyć określoną liczbę lekarzy (w rozdrobnionych specjalizacjach), pielęgniarek i przedstawicieli innych zawodów medycznych. Popyt zatem rośnie i na dodatek jest skrajnie nieelastyczny.
W latach 2021–2023 limity przyjęć na studia lekarskie rosły lawinowo, przebijając barierę 10 tysięcy miejsc. Pojawiły się kredyty dla studentów, systematycznie wzrastała liczba rezydentur a w systemie pojawiło się kilka tysięcy lekarzy z zagranicy, którzy skorzystali z uproszczonej procedury umożliwiającej wykonywanie zawodu. W rezultacie rynek zaczął zmierzać w stronę zwiększenia dopływu kadr. Jednak w 2024 roku nastąpił nagły zwrot akcji – zredukowano limity naborów (zjazd do 9,6 tys.) a następnie administracyjnie odcięto dopływ lekarzy cudzoziemców (głównie zza wschodniej granicy). Efekt mógł być tylko jeden: podaż kadr została drastycznie ograniczona i usztywniona.
Jeśli ogranicza się podaż towaru lub usługi (również w kategoriach wartości oczekiwanej w przyszłości), na którą popyt stale rośnie i jest nieelastyczny, to cena musi wystrzelić w kosmos. Szpitale, walcząc o przetrwanie i ciągłość pracy oddziałów, zaczęły licytować stawki kontraktowe w górę bo ich pozycja negocjacyjna ze względu na usztywnianą podaż staje się coraz gorsza. Balonik rósł, rósł aż w końcu pękł. Finanse NFZ dostały głębokiej zadyszki i przestały nadążać za wylicytowanymi na rynku stawkami. Opinia publiczna zanegowała wybujały poziom płac.
Przeanalizujmy w tym kontekście jeden z pomysłów który pojawił się w przestrzeni publicznej a dotyczy rozdzielenia zatrudnienia lekarzy między sektorem publicznym a prywatnym. Jeżeli na skutek wprowadzenia takiej regulacji chociaż część lekarzy zrezygnuje z pracy w sektorze publicznym, oznacza to dodatkowe ograniczenie podaży pracy przy stale rosnącym popycie. W rezultacie licytacja powinna przyśpieszyć ale administracyjne ograniczenie stawek spowoduje brak możliwości zakontraktowania lekarzy. Skutkiem będzie brak możliwości zapewnienia odpowiedniej obsady oddziałów co doprowadzi do ich masowego zamykania.
Dlatego bez systemowego, długofalowego zarządzania podażą kadr medycznych i dostosowania do niej struktury popytu, publiczny płatnik nie odzyska kontroli nad kosztami, a pacjenci będą zderzać się z zamkniętymi drzwiami kolejnych oddziałów. Dlatego też należy szukać wszelkich rozwiązań dynamizujących wzrost podaży i pracować nad redukcją i uelastycznieniem popytu.
Co to oznacza w praktyce? Po stronie podaży trzeba zwiększać nabory na kierunki medyczne, w dalszej kolejności liczbę rezydentur, promować dostępności studiów medycznych poprzez stypendia i preferencyjne kredyty, no i odwrócenie działań administracyjnych ograniczających dopływ kadr medycznych z zagranicy. Po stronie popytowej należy zrewidować przepisy dotyczące wymaganych obsad medycznych, tworzyć ścieżki pacjenta utrzymujące go na poziomie AOS i POZ. No i nie zapominać o profilaktyce, która redukuje popyt na drogie usługi medyczne związane z zaawansowanym leczeniem.
Tylko w ten sposób można doprowadzić do równowagi podaży i popytu na kadry w systemie zdrowia i zapanować nad obecnym kryzysem. To właśnie działania równoważące uzdrowią negocjacje płacowe na stałe, likwidując patologię i licytację stawkami ponad możliwości finansowe systemu. Proponowane w przestrzeni publicznej działania administracyjne limitujące stawki i godziny to tylko doraźne gaszenie pożaru. Pracujmy nad przyczynami a nie walczmy tylko ze skutkami.
Autor: dr Adam Niedzielski, Prezes Fundacji ProMEDeus